[Następny rozdział | Poprzedni rozdział | Spis treści]

Ofiara własnych zabiegów

W minionym pokoleniu, jako reakcja na "naukowy krytycyzm" i będący jego wynikiem modernizm, powstał w protestantyzmie potężny ruch w obronie historycznej wiary chrześcijańskiej. Z przyczyn oczywistych był on znany jako fundamentalizm. Ruch ten był raczej spontaniczny, nie ujęty w ramy wielkiej organizacji, lecz jego celem, gdziekolwiek się pojawił, było "zatrzymanie wielkiej wzrastającej fali negacji" w teologii chrześcijańskiej oraz ponowne przedstawienie i obrona podstawowych doktryn chrześcijaństwa Nowego Testamentu. Tyle z historii.

Nie zauważa się na ogół, że fundamentalizm rozprzestrzeniając się wśród różnych sekt i grup wyznaniowych padł ofiarą swoich własnych cnót. Słowo umarło w rękach swych przyjaciół. Inspiracja werbalna na przykład (doktryna, którą zawsze wyznawałem i nadal wyznaję), wkrótce została dotknięta śmiertelną chorobą. Głos proroka został wyciszony, a umysłami wiernych zawładnęli uczeni w Piśmie. Na wielkich obszarach zamarła wyobraźnia religijna. Nieoficjalna hierarchia decydowała w co mają wierzyć chrześcijanie. Nie Pismo Święte, ale poglądy uczonych w Piśmie stały się wyznaniem wierzących. Chrześcijańskie szkoły, seminaria, instytuty i konferencje biblijne, znani komentatorzy Biblii - wszyscy połączyli się, aby uprawiać kult tekstualizmu. (Tekstulizm dosłowne, formalne traktowanie i trzymanie się prawd Słowa bez zwracania uwagi na ich treść zawierającą Ducha i życie, czyli litera a nie Duch - przyp. tłum.) Stworzono skrajny system ułatwień uwalniający chrześcijan od pokuty, posłuszeństwa i niesienia krzyża, tak że został tylko sens formalny. Całe partie Nowego Testamentu były odbierane Kościołowi i usuwane według sztywnego systemu "rozbierania Słowa prawdy".

Wszystko to spowodowało w umysłowości religijnej wrogość do prawdziwej wiary Chrystusowej. Coś w rodzaju zimnej mgły osiadło na fundamentaliźmie. Pod nią był dobrze znany grunt. Było nim, rzecz jasna, chrześcijaństwo Nowego Testamentu, zawierające podstawowe doktryny Biblii, lecz klimat po prostu nie sprzyjał słodkim owocom Ducha.

Ogólny nastrój był inny od tego, który panował w pierwotnym Kościele i w wiekach późniejszych, kiedy to wielkie dusze cierpiały, śpiewały i uwielbiały Pana. Doktryny były prawidłowe, ale zabrakło w nich życia. Nie pozwolono rozwinąć się życiu tych doktryn. Nad ziemią rzadko dawał się słyszeć głos synogarlicy (gołębia), za to papuga zasiadła na swej sztucznej grzędzie i sumiennie powtarzała to, czego ją nauczono, a wszystko było przesycone posępnym i tępym nastrojem. Wiara, potężna i ożywcza doktryna w ustach apostołów, stała się w ustach uczonych w Piśmie zupełnie czymś innym, pozbawionym swej siły. Gdy litera zatriumfowała, Duch wycofał się, a wszechwładne panowanie objął tekstualizm.

Dla ścisłości należy dodać, że taka była jedynie ogólna sytuacja. Z całą pewnością, nawet w tych smutnych czasach byli tacy, których tęskniące serca były lepszymi teologami niż ich nauczyciele. Tacy dążyli do pełności i mocy, które nieznane były całej reszcie. Było ich jednak niewielu, a przeciwności były zbyt silne, by mogli oni rozpędzić mgły unoszące się nad ziemią.

Błąd tekstualizmu nie jest błędem doktrynalnym. Jest on o wiele bardziej podstępny niż błąd doktrynalny, a zarazem trudniejszy do wykrycia, lecz jego skutki są równie śmiertelne. Błędne były nie przekonania teologiczne, lecz założenia. Zakładał on na przykład, że jeśli mamy nazwę jakiejś rzeczy, to mamy też samą rzecz. Jeżeli mamy doktrynę, to znaczy, że mamy również i przeżycie (doświadczenie). Jeżeli coś było prawdziwe u Pawła, to jest to także koniecznie prawdziwe w nas, ponieważ akceptujemy listy Pawła jako natchnione przez Boga. Na przykład Biblia mówi nam, jak możemy zostać zbawieni, natomiast tekstualizm posuwa się dalej i wmawia nam, że jesteśmy już zbawieni, a do tego stwierdzenia nie jest on uprawniony. (Pewność zbawienia daje tylko Bóg przez Ducha Świętego kierując do nas określony tekst Biblii - przyp. red.). W przeciwnym razie pewność indywidualnego zbawienia jest niczym innym, jak tylko logiczną konkluzją wyprowadzoną z doktrynalnych przesłanek, a wynikające z tego przeżycie ma całkowicie charakter umysłowy.

Kiedy modlitwa jest niewłaściwa?

Modlitwa może być czasami nie tylko bezskuteczna, lecz również niewłaściwa. Oto przykład: Izrael został pokonany pod Aj i "wtedy Jozue rozdarł szaty swoje i padł na ziemię przed Skrzynią Pana i leżał tak aż do wieczora, on i starsi izraelscy, i sypali proch na swoje głowy." Według naszej współczesnej idei ożywienia było to postępowanie właściwe, i gdyby było kontynuowane wystarczająco długo, z pewnością przekonałoby Boga i przyniosło błogosławieństwo. Ale Pan rzekł do Jozuego: " Wstań! Czemu leżysz twarzą do ziemi? Izrael zgrzeszył: naruszyli moje przymierze, które im nakazałem. Wstań! Poświęć lud i powiedz: Poświęćcie się na jutro, gdyż tak mówi Pan, Bóg Izraela: To, co jest obłożone klątwą jest pośród ciebie, Izraelu. Nie będziesz mógł ostać się wobec swoich nieprzyjaciół, dopóki nie usuniecie spośród siebie tego, co jest obłożone klątwą".

Konieczna jest odnowa w samym Kościele. Błaganie o to, by potok błogosławieństw spłynął na zepsuty i nieposłuszny Kościół, jest stratą czasu i wysiłku. Nowa fala zainteresowania religijnego, może co najwyżej powiększyć w kościołach liczbę ludzi nie mających zamiaru uznać władzy Jezusa ani być posłusznymi Jego nakazom. Bóg nie jest zainteresowany w zwiększaniu liczby chodzących do Kościoła, lecz chodzi Mu o tych, którzy pragną zmienić swe życie i postępowanie i żyć święcie.

Pan ustami proroka Izajasza wyrzekł kiedyś słowa, które powinny rozstrzygnąć tę kwestię raz na zawsze: "Co mi po mnóstwie waszych krwawych ofiar? - mówi Pan. Jestem syty całopaleń baranów i tłuszczu, karmnych cieląt, a krwi jagniąt i byków nie pragnę. Gdy przychodzicie, aby zjawić się przed moim obliczem, któż tego żądał od was, abyście wydeptywali moje dziedzińce? Nie składajcie już ofiary daremnej, kadzenie, nowie i sabaty mi obrzydły, zwoływanie uroczystych zebrań - nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości (...) Obmyjcie się, oczyśćcie się, usuńcie wasze złe uczynki sprzed moich oczu, przestańcie źle czynić! Uczcie się dobrze czynić, przestrzegajcie prawa, brońcie pokrzywdzonego, wymierzajcie sprawiedliwość sierocie, wstawiajcie się za wdową! (...) Jeżeli zechcecie być posłuszni, z dóbr ziemi będziecie spożywać." (Iz.1, 10- 19).

Modlitwa o przebudzenie zostanie wysłuchana dopiero wtedy, gdy towarzyszyć jej będzie radykalna zmiana stylu życia. Całonocne wspólne modlitwy, które nie są poprzedzone pokutą, mogą w rzeczywistości obrazić Boga. "Posłuszeństwo jest lepsze niż ofiara". Musimy wrócić do chrześcijaństwa Nowego Testamentu, nie tylko w słowach wyznania, lecz także w całym stylu życia. Oddzielenie od świata, posłuszeństwo, prostota, powaga, samoopanowanie, skromność, dźwiganie krzyża: wszystko to musi znowu stać się istotną częścią idei pełnego chrześcijaństwa i być realizowane w życiu codziennym. Musimy oczyścić świątynię z kramarzy i wekslarzy i raz jeszcze poddać się całkowicie władzy naszego zmartwychwstałego Pana. Dotyczy to zarówno autora, jak i każdego, kto wzywa imienia Jezusa. Dopiero wtedy będziemy mogli modlić się z ufnością i oczekiwać nadejścia prawdziwego ożywienia.

[Następny rozdział | Poprzedni rozdział | Spis treści]